Lubię tę porę roku, jej upały i przelotny orzeźwiający deszczyk, wylegiwanie na słońcu, spacery po lesie, brodzenie po łąkach, kąpiel w jeziorze, lub chlapanie w morskich falach... Lubię to uczucie swobody, zapału do zwiedzania, lub błogiego lenistwa na leżaczku...
Kocham góry, Mazury, morze - wszystko to chciałabym wtedy zobaczyć na nowo, raz jeszcze nasycić się tym na zapas, na resztę roku, aż do następnych wakacji... Zachłannie chłonę znajome, ale też i całkiem nieznane dotąd widoki oczami i utrwalam je na fotografii.
Potem w długie jesienne wieczory miło wracać wspomnieniami w te miejsca, oglądając zdjęcie za zdjęciem... Wszystko wtedy wraca na nowo: każdy ciepły dotyk słońca, ten szczególny zachód słońca, chłodne liźnięcie skóry morską falą, zapach maciejki, świeży zapach powietrza po burzy, czyjś uśmiech, jakieś słowo...
Kwitną, oczarowują kolorystyką, zniewalają i otumaniają zapachem, i szybko przekwitają niestety... Możemy zatrzymać ich obraz na zdjęciach, ale ich woń pozostaje jedynie w naszej pamięci...
Tak rzadko pokazują się na moich spacerach, a ja lubię polować na nie obiektywem :) Chodzi nie tylko o wiewiórki, ale wszelkie inne zwierzęta wolno żyjące.
Ciekawie jest je obserwować
i uwieczniać na zdjęciach.
Wiosenna aura sprzyja spacerkom. Wszystko kwitnie, buchnęła zieleń, góry dostały świeżych kolorów, więc korzystam, ile się da; i choć ostatnie dni, również te świąteczne, nie są zbyt ciepłe i słoneczne, spacerujemy, oswajamy naszą piesunię z okolicą, i bez względu na pogodę jest przyjemnie :)
No tak. Po ponad półtorarocznej przerwie mamy znów psa... a właściwie sunię. Na imię jej Megi, ma prawie 7 miesięcy i choć już się z nami oswaja, to ciągle jeszcze nie przywykła do nowego miejsca. Wszystkiego się boi, nie lubi zostawać sama. Tak się zastanawiam, kiedy wszystko będzie w normie, a ona poczuje się jak w domu? Ale tak poza tym, jest przekochana!